Akira Kurosawa i jego wizja – Artefaktura

Na pewno zauważyliście, że coraz rzadziej bywam na WordPress. Znalazłam inny serwis, nie wtykający reklam gdzie popadnie.

Taki był WordPress kiedyś, ale już nie jest. To niestety przykre. Kiedyś ktoś mi powiedział, że pod moim wpisem wyświetla się obleśna reklama z jakimś otyłym mężczyzną z lubością potrząsającym brzuchem.

Nie mam nic przeciw dużym brzuchom, sama hoduję swój z lubością, ale jednak wcale nie lubiłabym go oglądać na moim blogu, a co dopiero brzuch obcy, trzy razy większy, owłosiony i podskakujący.

Niestety, ponieważ nie mam wpływu na to, jakie reklamy się wyświetlają na WordPress pod moimi wpisami, a koszt wykupienia usługi bez reklam jest za wysoki. Dlatego definitywnie przenoszę się gdzie indziej. Rozumiem, że jeśli ktoś będzie mnie szukał, to znajdzie choćby po tych linkach. Zapraszam serdecznie, ale zrozumiem, jeśli nie będzie się wam chciało do mnie zaglądać. W sumie to ja się wynoszę, nie Wy.

Sedecznie pozdrawiam,

Peonia

Akira Kurosawa i jego wizja – Artefaktura.

 

Chore miasto —mówi MARTIN SCORSESE

(Rozmawiała Lina Coletti, L’Europeo, 11 lipca 1976, Tłumaczyła Jadwiga Korycka; wywiad ukazał się też w czasopiśmie Film na świecie)


USA, 113 min


Robert De Niro (na zdjęciu)
Cybill Shepherd
Peter Boyle
Jodie Foster
inni
reż. Martin Scorsese
scen. Paul Schrader


Kilka nominacji do Oscara
Złota palma dla Scorsese

taksowkarz– Travis Bickle ekskomandos, który powrócił z Wietnamu, jest nocnym taksówkarzem — cierpi na bezsenność i nie mógłby spać w nocy. Dostaje trasę Coney Island-Bronx, gdzie towarzyszy mu smród rozkładającego się miasta, które w nocy wydziela fetor nie do zniesienia. Prostytutki, rajfurzy, chuligani, kryminaliści, spiskowcy… A co za tym idzie — brud, deprawacja; plugastwo, potworność. Podziemny świat, występny i przerażający. Rynsztok. Piekielny krąg, w którym Travis, już zwichnięty psychicznie, gubi się. Tymczasem, wszystko mu się nie udaje. Na przykład, kiedy poznaje Betsy, piękną blondynkę ze sztabu kandydata we wstępnej kampanii prezydenckiej to — mając również zahamowania seksualne — prowadzi ją w końcu w jedyne miejsce, w jakie nie powinien: do kina porno. I oto koniec historii, która nigdy się nie zaczęła. Wobec tego Travis usiłuje opowiedzieć komuś swoją historię i zwierzyć się ze swoich kłopotów. Ale świat przybrał wymiar księżycowy: mówi się tam wśród głuchych, a więc jedynym wyjściem jest rozmowa z samym sobą. Potem spotyka Iris, która mając zaledwie 13 lat jest już prostytutką i robi „rzeczy zupełnie nie do pomyślenia”, jak zachwala jej obleśny sutener. To go dobija zupełnie. Wybucha w nim niepohamowana nienawiść do grzesznych kryjówek miasta — Travis, samotny wariat, przygotowuje się do wymierzania sprawiedliwości z samobójczym posłannictwem, które ma posmak pogańskiego rytuału. Uzbrojony po zęby (na plecach ma prawdziwy arsenał, Magnum 44 i automaty, przypomniałby Oswalda i Shirana, tylko że oni mieli za sobą mafię i CIA,  on, prościej, swoją nerwicę), spojrzenie schizofrenika, głowa ogolona z pozostawionym pasmem włosów pośrodku, jak jakiś Mohawk czy Irokez, Travis usiłuje w wypełnionym po brzegi Columbus Circle zgładzić kandydata na prezydenta, którego winą może yło to, że nie oczyścił miasta z występku, że nie respektował amrykańskiego mitu prawa i porządku. Ale wskutek natychmiastowej interwencji obstawy ponosi fiasko, wobec tego zmienia cel. Występuje przeciwko klientom i protektorom Iris. Następuje prawdziwa jatka, z której, po nieudanej próbie strzelenia sobie w łeb, wychodzi jako „bohater”, aby usiąść za kierownicą swojej taksówki — może już wolny od swojej wściekłości, a może tylko czekając na kolejną okazję do jej wyładowania…

— Tak, taksówkarz, w gruncie rzeczy, jest najbardziej odpowiednim symbolem zarówno samotności jak i obojętności, która tworzy nerwicę doprowadzając do gwałtu, agresji. Proszę sobie wyobrazić: wchodzimy do auta, mówimy dzień dobry albo dobry wieczór, podajemy adres i natychmiast jest: tak, jakby taksówkarz przestał istnieć. Tak jakby nie był już istotą ludzką, ale częścią swojego pojazdu: kierownicą, wycieraczką… W taksówce ludzie kłócą się, kochają, rozmawiają o interesach, plotkują, opowiadają świństwa. Kierowca taksówki widzi to i słyszy, ale jest zarazem tak, jakby jego nikt nie dostrzegał i nie słyszał… Oto dlaczego staje się on symbolem świata, w którym ludzie patrzą na siebie i rozmawiają, alé w rzeczywistości panuje taka obojętność, taka anonimowość i alienacja, że jest tak, jakby się nic nie działo.

— A zatem, taksówkarz jako symbol samotności i alienacji. I na dodatek w beznadziejnym Nowym Jorku.
—    Właśnie. Ponieważ obojętność w Nowym Jorku, anonimowość w Nowym Jorku, alienacja w Nowym Jorku… No cóż, w Nowym Jorku możesz również zwariować albo zdychać na chodniku i nikt prawie tego nie zauważy…
—    Nowy Jork, w efekcie, jest dla Amerykanów koszmarem. Ponad milion bezrobotnych utrzymujących się z zasiłków miejskich. W roku 1975 nastąpiło dalsze zwiększenie liczby przestępstw: o 7 procent aktów gwałtu i zabójstw i o 14 procent przypadków grabieży. Zlewisko wyrzutków i mętów ludzkich, mówi pan. Miasto ideologicznie i dosłownie skażone. Ciemna plama na sumieniu waszego purytanizmu…

— Jedno jest pewne, ze żadne miasto na świecie nie mogłoby, równie szeroko otworzyć bram dla szaleństwa. Proszę zapytać o to Paula Schradera; napisał on scenariusz
do filmu i w okresie, kiedy on sam znalazł się w kryzysowej sytuacji i wałęsał bez celu, miał doświadczenie bardzo zbliżone do doświadczeń taksówkarza… Chcę powiedzieć, że Paul natchnienie czerpał z własnych depresji, z własnych frustracji, że napisał tę poruszającą historię na podstawie własnych przeżyć. A ja… Ja bardzo kocham Nowy Jork, w Nowym Jorku wyrosłem i wiele scen nakręciłem w środowiskach, które są mi bardzo bliskie. Wychowywać się w takim mieście, w Little Italy miasta takiego jak Nowy Jork, to w końcu oznacza ukształtować sobie charakter i nacechować sobie życie… Ponieważ nie można uciec od tego na czym się wyrosło, tak jak nie można w gruncie rzeczy uciec od Kościoła…
—    Właśnie, Jako chłopiec chciał pan być po prostu księdzem…
—    Tak. Widzi pan, urodziłem się w Flushing, Long Island. Ale moi bliscy są Sycylijczykami. Rodzice, dziadkowie… Surowi moraliści. A ponieważ jako chłopiec byłem także bardzo chory… Słowem: czułem się „inny”. Trochę tak jak Travis, w pewnym sensie… Nie tylko dlatego, że byłem ex-Włochem, a więc „obcym”: również dlatego, że inni wychodzili, biegali, grali w baseballa, a ja pozostawałem w pokoju, hodując w sobie jeśli nie urazy, to nerwicę, z powodu swojej odmienności. Potem wysłano mnie do Jezuitów i moja „inność” znalazła tam ukierunkowanie. Chciałem być księdzem, ponieważ właściwie dla Włochów w Ameryce łatwiejsze od innych były te dwie drogi: ksiądz i gangster. Ale to oni mnie nie kochali. Ponieważ nie uczyłem się wystarczająco wiele, nie miałem na tyle mocnego charakteru.,. Pozostała jednak postawa katolicka, od której nigdy się nie uwolniłem…

—    Istotnie, ktoś określił pański film jako „quasi-religijny”…
—    Może z powodu uporu Travisa. Bo Travis nie ustępuje i obnosi .swoją moralność aż do końca…
—    Schrader powiedział, że jest pan uparciuchem twardym i delikatnym jednocześnie. Słowem, że szalenie trudno jest pracować z panem. Nawet jeśli, w końcu, leniej pracować z szalonym geniuszem niż z najbardziej cywilizowanym przeciętniakiem. Szalony geniusz, który w jakiś sposób może być podobny do niego, do Travisa?
—    Wyjaśniłem to pani — może jestem do niego podobny, ponieważ stosunki z innymi zawsze były dla mnie trudne. Ponieważ słabe zdrowie z jednej strony uszlachetnia, ale z drugiej nadszarpnęło moją wytrzymałość i ponieważ także często tracę cierpliwość…
—    Travis ją traci i zabija, jednak pan…
—    A ja nauczyłem się tego nie robić… Wie pani, w gruncie rzeczy w każdym z nas tkwi jakiś Travis, rodzaj potwora… Tylko że nauczyliśmy się go powstrzymywać. Albo
po prostu nie chcieć go widzieć…
—    Ale kim jest Travis, czy również głupcem?
—    Nie, jeżeli już, to człowiekiem naiwnym. Raczej niewinnym niż naiwnym… Interesującym typem niewinności, ale zarazem typem niewinności niebezpiecznej. Nic szarego — tylko białe albo tylko czarne. Proszę to rozważyć politycznie. Politycznie Travis nie jest kimś nieokreślonym. Jest kimś, kto walczył na wojnie uważając ją za słuszną i po powrocie spostrzegł się, że była ona pomyłką, ale w gruncie rzeczy jego sposób działania jest wojskowy i wojna ma nadal wpływ na wszystkie jego czyny, na cały ten jego rytuał. I popycha go do przekroczenia granicy o wiele szybciej, niż mogłoby się to zdarzyć w przeciwnym razie.
—    Travis zdobi się jak Indianin dla swojego rytuału śmierci…
—    Dlatego, że żołnierze piechoty morskiej idąc do walki, golili się — nie dokładnie tak samo, ale mniej więcej tak. Rodzaj rytuału, będący przygotowaniem do walki. Czy pamięta pani Źródło Bergmana? Max von Sydow, zanim zabije tych, którzy zgwałcili jego córkę, oczyszcza się przez mycie…

– Wróćmy do Travisa. Do Travisa, który przygotowuje się do zabójstwa kandydata na prezydenta i przypomina nam NASHVILLE…
— Na pewno nie było to w moich intencjach. Widzi pan, jako chłopiec widziałem masę filmów. Fascynowała mnie przemoc filmów policyjnych lat czterdziestych… Chcę przez to powiedzieć, że film mój jest również filmem gangsterskim i wobec tego można porównywać go z innymi filmami gangsterskimi. Kiedy walczył w Wietnamie, Travis był integralną częścią systemu. Ale potem, kiedy wrócił, system go odepchnął i uczynił z niego człowieka nieprzystosowanego. Wobec tego on… No cóż, nauczono go technik zabijania i używa ich, aby znowu poczuć się żywym… Jest mnóstwo ludzi, takich jak on; Travis jest w istocie WASP (White-Anglo-Saxon-Protestant — białym-anglo-saxońskim protestantem), typowym Amerykaninem. Jednym z tych, którzy jeśli nawet działają, to nic z tego nie rozumieją.

—    Przeciwnie, jedyną drogą, która stoi otworem dla Travisa jest droga gwałtu — nienawiść, która zamienia się w gwałt, jest jedynym uczuciem, jakie Travis może zrozumieć…
—    Rodzaj ostrzeżenia, panie Scorsese? Rzeź jako finałowe rozwiązanie dla bękarciego społeczeństwa?
—    Nie, ja nie twierdzę, że jedynym rozwiązaniem jest gwałt — twierdzę, że gwałt jest jedyną drogą, jaką może obrać Travis. Powiadają, że mój film jest filmem moralistycznym. Myślę, że tak jest, ponieważ opowiada historię kogoś, kto stara się żyć swoim życiem, nic nie rozumiejąc z tego, co się wokół niego dzieje. Nie rozumiejąc nawet samego siebie. Wobec tego nie ma alternatywy… Zresztą… Jest mnóstwo ludzi, i nie tylko- w Ameryce, którzy zabijają kogoś, zabijają krewnych, nawet zabijają nieznajomych na ulicy, a potem popełniają samobójstwo… My oglądamy to w telewizji i mówimy: to był wariat. I w gruncie rzeczy moralność jest taka, według mnie, w gruncie rzeczy ten typ niepodejrzewanej przemocy napełnia mnie zarazem strachem i jednocześnie mnie fascynuje… Z pozoru wygląda normalnie, a w środku gotowy lont… Jeden nigdy nie pozwoli sobie na wybuch, a u drugiego, tak jak w przypadku Travisa, wentyl bezpieczeństwa już nie wytrzymuje i wobec tego musi, absolutnie musi znaleźć sobie jakieś ujście…
— Travis „wybucha”, zgoda. Jednak film nie kończy się na tym: kończy się Travisem, po prostu „bohaterem”.

— Tak. Widzimy go znowu w jego pokoju po rzezi i przez chwilę, na ścianie za jego plecami widzimy zawieszone wycinki z gazet, które zrobiły z niego „bohatera”, ponieważ zabił trzy kanalie i uratował dziewczynkę. Ale to są gazety, właśnie: to mass media… Opowiadają ci podobną rzecz, a za tym kryje się zawsze podejrzenie, że chodzi o coś więcej, niż o sprawę sutenerów i prostytutek… Że jest w to również wmieszany magistrat, albo mafia, albo…
—    Wyjście dyskusyjne, jednak…
—    Zrobiliśmy to umyślnie, żeby nie było (to zbyt jasne — nie chcieliśmy, żeby ludzie wyszli z pakiecikiem, pięknie pakowanego, konfekcyjnego przesłania: „Wszystko już w porządku, źli zostali ukarani, dobranoc państwu”. Chcieliśmy, by się zastanowili… A poza tym… Prawdziwe znaczenie pojawia się wtedy, gdy Travis uśmiechając się siada ponownie z kierownicą…
—    Słowem, usprawiedliwia go pan czy…
—    Myślę, że to jest dosyć jasne: on, dobrze czy źle, być może rozwiązał swój psychopatyczny problem, ale miasto jest w istocie czymś bardziej psychopatycznym od niego… Nie usprawiedliwiam i nie skazują nikogo. Po prostu wyjaśniam, w jaki sposób można dojść do przemocy, jako jedynego sposobu ekspresji, a potem opowiadam o tej „ekspresji”…

by Peonia

Milczenie Internetu

imageCzasem mnie coś w Internecie zaskakuje. Na przykład ostatnio chciałam znaleźć coś o pierwszym sławnym aktorze indiańskiego pochodzenia. W 1924 roku jego sława dotarła nawet do Polski. Pisano o nim:

Oskenenton, “pełnej krwi” Indianin, aktor i śpiewak sceniczny, pierwszy ze swego szczepu, święcił nadzwyczajne tryumfy w Ameryce Północnej. (Światowid, 1924)

Zaciekawiona postanowiłam zapytać wujka Google – no bo kto, jak nie Amerykanie, powinien być dumny z tego ciekawego faktu? I wyobraźcie sobie moje zaskoczenie: znalazłam tylko jedną stronę z tym imieniem: http://tiny.pl/qp574. Jest to książka pt. “Indigenous North American Drama: A Multivocal History”.

Już myślałam, że tam znajdę choćby krótki życiorys mojego bohatera, ale nie, jedyny akapit w Interenecie (poza moim dzisiejszym wpisem), traktujący o pierwszym amerykańskim aktorze pełnej krwi indiańskiej brzmi tak:

After Johnson, the first Native theatre group on record is the Can-Oos-Sez Skay-loo Drama Group, an Okanagan youth theatre from Inkameep, British Columbia. Under the direction of a non-Native teacher at the Inkameep day school, Anthony Walsh, this group operated from 1939 to 1942. They performed three plays at the opening of Thunderbird Park in Victoria (1940), Little Chipmunk and the Owl Woman by Elizabeth Renyi (Okanagan), The Ants and the Crickets and The Partridge Mother, both by Isabel Christie (Okanagan), and won the “Mohawk Chief Oskenenton Cup” in Oliver, British Columbia four years in a row. The plays were enactments of traditional Okanagan stories, and props and costumes were made by the children themselves (see Osoyoos Museum 2008).

Czyżby zatem mój aktor-Indianin był tym wodzem Mohawków, o którego puchar walczyły w latach 40-tych tubylcze grupy teatralne w Ameryce Północnej?

Szukanie takich śladów to prawdziwe kinomanowce…

by Peonia

Biała Legenda

Przyznam, że długo przymierzałam się do obejrzenia tego filmu. Zmierzenie z tą historia, oznaczało dla mnie li tyle, ile zmierzenie się z historią mej Rodziny- zapomnianą,od dawna nawet już niechcianą.
“Admirał” to filmowa opowieść osnuta na faktach; przedstawia cztery ostatnie lata życia admirała armii carskiej Aleksandra Kołczaka.
Po ogłoszeniu Rządu Tymczasowego w 1917r. i abdykacji Mikołaja II, Kołczak nie przyjął propozycji bolszewików, aby poprowadzić armię czerwoną. Uformował oddziały tzw. białej armii i rozpoczął wojnę z rewolucją.
Fabuła filmu skupia się na dwóch wątkach: patriotycznej, bohaterskiej i bezkompromisowej wojny Kołczaka z rewolucją i wielkiej , romantycznej i wzajemnej miłości admirała do Anny, pięknej żony innego oficera armii carskiej.
Poruszająca, piękna historia osadzona w początkach XX wieku. A jednak..
Jednak czegoś brakowało mi w tym filmie. I do dziś nie potrafię określić,czego.
Przeczytałam i wysłuchałam wielu opinii,przeanalizowałam kilka recenzji. Jedni zarzucają filmowi, że ” mija się gdzie nie gdzie z prawdą historyczną”, inni, że ” zrealizowany ze zbyt wielkim patosem”, inni kiczowatość, a jeszcze inni chwalą film jako “w rozmachu świetną, choć nie hollywoodzką produkcję” i ” piękną historię opartą na faktach” .
Pomimo tego, że film jest naprawdę dobry, a historia bardzo poruszająca, wciąż czuję jakiś niedosyt. A może to tylko moje wyobrażenie…?
Ponieważ jednak
De gustibus non est disputandum,
MIMO WSZYSTKO ( a może tym bardziej? ) :
Warto, naprawdę warto obejrzeć:

124062.1

124024.1

indeks

35043_5
Obsada:
Konstantin Chabienski- Admirał Kołczak
Anna Kovalchuk -Sofia Kołczak
Elizaveta Boyarskaya -Anna Timiriewa
Sergey Bezrukov -Generał Kappel

Konstantin Chabienski jako admirał Kołczak chyba niejedno niewieście serce poruszy…
Moje poruszył!

Źródło:
http://www.filmweb.pl/film/Admira%C5%82-2008-427610

***

Todo sobre mi madre

Jednym z najlepszych i najpiękniejszych filmów jakie miałam okazję obejrzeć, to ” Wszystko o mojej matce” .
Todo sobre mi madre” to dramat hiszpańsko- francuski z 1999r., reżyserii Pedra Almodóvara.
Reżysera nie muszę chyba przedstawiać; twórca, między innymi ” Przelotnych kochanków” , “Przerwanych objęć” , “Volvera”, “Kwiatu mego sekretu” , “Labiryntu namiętności”. Odkrywca takich talentów i gwiazd, jak Penelope Cruz czy Antonio Banderas.
Filmy Aldomovara, zwykle lekko surrealistyczne , przetkane wątkami homoseksualnymi i czarnym humorem, nigdy nie pozostawiają widza obojętnym. Tak jest i w przypadku ” Wszystko o mojej matce”, filmu, który wywoła i wywołuje nadal wielkie emocje.
Filmu obsypanemu wieloma nagrodami( między innymi: 2000r. Oscar za najlepszy film nieanglojęzyczny, 1999r. BAFTA- najlepszy reżyser ,2000r. Felix- najlepszy film, 1999r.- Nagroda Publiczności – Najlepszy Reżyser itd.)
” Wszystko o mojej matce” obejrzałam kilka razy. Pomimo tego, że nie jestem ani znawczynią, ani nawet miłośniczką pewnych form kinematografii ( kino autorskie) i tematów często w w/wymienionych poruszanych, tym razem Almodovar zachwycił mnie. Do tego stopnia, że jak już mówiłam, obejrzałam “Todo sobre mi madre” nie raz.
Film zaczyna się od siedemnastych urodzin Estebana, syna Manueli( głównej bohaterki filmu) . Oboje są miłośnikami kina i sztuki amerykańskiej ; w dniu i z okazji urodzin Estebana oglądają razem spektakl” Tramwaj zwany pożądaniem”. Esteban marzy o zdobyciu autografu jednej z aktorek. Po spektaklu czekają z matką, aż ta wyjdzie z budynku. Jest noc, deszcz, Esteban dostrzegając swą ulubiona aktorkę, wybiega za nią na ulicę.
Ginie pod kołami przejeżdżającego tuż samochodu.
Manuela jest samotnie wychowującą jedynego syna pielęgniarką. Po śmierci Estebana wyrusza do Bracelony w poszukiwaniu jego ojca . Kim okaże się ojciec…
Nie zdradzę, bo nigdy przecież nie streszczam i nie opisuję tu fabuły filmu.
Z całego serca jednak polecam; polecam ten film, jako z pewnością inny, bardzo mocny i pełen emocji, które, chcąc nie chcąc( za sprawą kunsztu Aldomovara) , udzielają się widzowi.
Obraz piękny i wzruszający; film , na którym, jak rzadko kiedy, zdarzyło mi się nie patrząc na innych obok, płakać. I do którego znów wróciłam.
Historia, która mogłaby być li tylko kolejną tragiczną lub ckliwą opowieścią o matce tracącej jedyne dziecko , za sprawą Almodovara jest pełnym życia i autentyczności obrazem; obrazem, gdzie ” inność” nabiera namacalnego wymiaru , a transseksualizm i homoseksualizm zdają się mieć jak najbardziej – często poprzez tragedię jednostek- jak najbardziej ludzkie oblicze.
*
Doskonała kreacja Penelope Cruz, Cecilii Roth i świetna Antonia San Juan w roli transseksualisty.
Obejrzyjcie! Naprawdę warto!
Angie

245964.1

245970.1

327710.1z7070769Q
107417

wszystko-o-mojej-matce-1999_4612_800_600

ONCE

Ostatnio znów przekonałam się , jak duże mam zaległości filmowe.
Może to nic niezwykłego; wszak w obecnych czasach rzadko kto może oddać się w całości X Muzie. Jednak ja, stary kinomaniak, kajam się , że dopiero kilka dni temu obejrzałam film z 2006 roku.
Film irlandzki ( premiera w Polsce w 2008r.)
Film muzyczny, czyli akurat z gatunku, który średnio lubię. Nie dlatego, abym nie lubiła muzyki; wiecie, że wyrosłam z nią i w niej i że jest częścią mnie.
Otóż nie przepadam za musicalami. A na ” Once“, ponieważ reklamowano jako film muzyczny, od razu nastawiłam się negatywnie.
Bo znów będą sztuczne pozy, bo znów kiczowata droga do sławy, bo znów, coś, ci już widziałam.
Nic z tego!
“Once” zaskoczył mnie i urzekł od pierwszych chwil/ brzmień.
To opowieść o szarym Dublinie ( Kasiu, wybacz; może o bardziej szarej codzienności w nim ;)) i o dwojgu ludzi, którzy spotykają się przypadkiem tam. Ona, emigrantka z Czech, bardzo dobrze władająca j.angielskim, on, Irlandczyk, uliczny grajek.
Nigdy nie streszczam filmów, które chcę Wam polecić, więc i tym razem tego nie zrobię.
Wspomnę tylko, że dziewczyna , główna bohaterka, bardzo utalentowana muzycznie, gra na fortepianie i pięknie śpiewa, pisząc przy tym świetne teksty. On, jak wspomniałam,może bardziej z wyboru uliczny grajek- chłopak bardzo skromny i niesamowicie zdolny.
Nagle zauważają się. Ona jest taka niezwykła i taka skromna .Czasem niesie naręcze czerwonych zatłoczonymi ulicami Dublina. On gra w bramach, bo nie ma odwagi wyjść …
A ona tak pięknie gra na fortepianie…
Nie będę tu mówić, czemu ten obraz odniosłam bardzo osobiście..;)
*
Żeby nie było złudzeń- to nie kolejna, cukierkowata love story. Tu nie ma, spodziewanego przez większości happy endu.
Dziewczyna i Chłopak są na swych zakrętach życiowych .
A jak miną te zakręty…
to już pozostawiam Wam, zobaczcie.
Gorąco POLECAM!

Oscarowy “Falling Slowly”

I mój ukochany utwór,
” If you want me”


*
Reżyseria: John Carney
muzyka:
Markéta Irglová , Glen Hansard
zdjęcia:
Tim Fleming
Oscar: 2008r. Najlepsza piosenka “Falling Slowly“, wyk. Glen Hansard i Markéta Irglová

Nikita Michałkow: Spaleni słońcem (1994)

To film z innego świata. Przypomina mi trochę te czasy, kiedy docierały do Polski najlepsze filmy amerykańskie, pełne treści, czasem zawoalowanej, a zarazem przesycone taką mieszanką dramatu i komedii, jaką spotyka się tylko w prawdziwym życiu. Pamiętacie Stracha na wróble? A Lot nad kukułczym gniazdem? A Nocnego kowboja? Narkomanów?

Gdzieś nam ten świat odpłynął, rozmył się w bajkowych opowiastkach o awatarach, pierścieniach i kosmicznych imperiach. Aż tu nagle…

oceny

No właśnie. To było jak grom z jasnego nieba. Film z innego świata, z innego końca świata, o innych ludziach, innych czasach, ale wyprodukowany w warsztacie jednego z najlepszych radzieckich rzemieślników filmowych. Właściwie artysty całą gębą, ale używam specjalnie określenia rzemieślnik, bo przecież najwięksi artyści świata byli po prostu znakomitymi rzemieślnikami, mistrzami w swoim fachu. Artystami okrzyknęliśmy ich dopiero my.

image

A zatem ów znakomity rzemieślnik, mistrz w fachu reżyserskim, Nikita Michałkow, wyprodukował film, który zostawił mnie z rozdziawioną szczęką. Po raz pierwszy od dawna byłam wdzięczna reżyserowi za jego dzieło.

To film o czasach, o których napisano i powiedziano morze słów, tyle samo kłamstw co prawd. Rzecz dzieje się w czasach wielkiego terroru, kiedy Stalin, opanowany maniakalną myślą o tym, że jego dawni towarzysze broni spiskują w celu odsunięcia go od władzy lub zabicia, zaczyna systematycznie mordować największych bohaterów rewolucji. Ale 90% filmu to sielanka: piękne scenerie, zabawni bohaterowie, humor.

I tylko co jakiś czas, jak nabrzmiałe żyły przez skórę, wyłażą na wierzch emocje, dramaty, ból, aby w końcu – w ostatnich 10% filmu – doszło do tragicznej kulminacji.

Trochę konkretów: film opowiada o bohaterze rewolucji październikowej, który – delektując się spokojem na zasłużonej emeryturze, otoczony miłością rodziny, podziwem i uwielbieniem młodzieży – żyje sobie na radzieckiej wsi, przekonany, że przeżył życie jak należy. I wtedy upomina się o niego przeszłość. Puka do jego spokojnego domu, przypominając, że ta wyidealizowana przeszłość wcale nie była taka cudowna, a przyjaciele z przeszłości niekoniecznie nadal są przyjaciółmi.

image

 

Znakomicie dobrano obsadę. Nie znam tych aktorów, ale wydaje mi się, że wszystkie role obsadzono perfekcyjnie. Na specjalne wyróżnienie zasługuje jednak najmłodsza aktorka, dziewczynka grająca rolę Nadzi – niech się schowają amerykańskie hollywoodzkie gwiazdki z lat 30-tych XX wieku. Sprawę genialnej aktoreczki wyjaśnia lektura obsady: Kotowa (zasłużony towarzysz Stalina) gra Nikita Michałkow, a jego córkę Nadię gra – jego córka Nadia… W rolę małżonki wcieliła się Litwinka Ingeborga Dapkūnaitė, a w roli kary za grzechy wystąpił Oleg Mieńszykow.

Polecam ten film każdemu, u kogo kino współczesne wywołuje tzw. mieszane uczucia (starych kawałów nie powtarzam). Mnie ten film przywrócił wiarę w to, że również teraz można zobaczyć na dużym ekranie coś znakomitego.

Acha, zapomniałabym… Film dostał Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego w roku 1994.

lineeyes2.gif

Moje kino: ” Tess “

Byłam podlotkiem, gdy po raz pierwszy obejrzałam ” Tess” . Pamiętam, że było to wczesną wiosną; wieczorami wiatr unosił zapach świeżych traw z pobliskich sadów i łąk, a słońce chyliło się ku zachodowi tonąc w wiosennych mgłach.
Nie wiem jak duże znaczenie w odbiorze filmu miała dla mnie ta wiosenna sceneria; na pewno jednak bliskość natury, odgłosy budzącej się do życia przyrody, rześkie powietrze wdzierające się do pomieszczeń przez szeroko otwarte okna, mgły na pobliskich polanach ,spotęgowały moje emocje związane z ” Tess”.
Film powstał na podstawie powieści Thomasa Hardy’ego pt. “Tessa d’Urbeville”. Pomysł na nakręcenie go podobno podsunęła reżyserowi Romanowi Polańskiemu , jego żona Sharon Tate niedługo przed tym, jak została bestialsko zamordowana przez bandę Mansona.
Premiera filmu odbyła się w 1979 r., dziesięć lat po tamtych tragicznych wydarzeniach, a swe dzieło Polański zadedykował ukochanej Sharon.
Gdy szukałam w internecie materiałów i zdjęć dotyczących tego filmu, trafiłam na opis, który wydał mi się doskonale zgodny z tym, co dziś mogę powiedzieć o tym obrazie:

Zrealizowana z niezwykłym pietyzmem i imponującą starannością, świadomie wyciszona i pełna liryzmu adaptacja wiktoriańskiej powieści Thomasa Hardy’ego, była niewątpliwą niespodzianką w twórczości reżysera Matni. Jest to wzruszająca, ale i gorzka opowieść o tragicznym losie młodej wiejskiej dziewczyny, która staje się ofiarą bezwzględnych norm społecznych, ale również ślepego losu, przypadku, który naznacza jej życie swoistym fatum. Piękne zdjęcia, scenografia, kostiumy (nagrodzone Oscarami), wspaniała rola Nastassii Kinski są niezaprzeczalnymi atutami tej pasjonującej opowieści o miłości i nietolerancji, toczącej się w zmiennym rytmie pór roku, stanowiącymi swego rodzaju dopełnienie i jednocześnie odzwierciedlenie losu bohaterki.

http://www.filmweb.pl/film/Tess-1979-1105/descs
Dodam, że losu tragicznego.
Opowieść o życiu Tess, którą reżyser maluje z wielkim wyczuciem i kunsztem, kończy się poetycką sekwencją wśród ruin, w pradawnym miejscu…
gdzie?
Obejrzyjcie.
Po prostu trzeba .

Tess_2

ImagePreview.aspx

138348_2012_02_15_08_20_46.image1

tess d

Tess ss

Tess024702

***
Z ciekawostek:
-Film był kręcony we Francji, nie zaś w Angli, gdzie toczy się akcja filmu
-Melodia, którą Angel gra, to popularna polska pieśń ludowa pt. “Laura i Filon”

***

” Pod osłoną nieba”

„Pod osłoną nieba”, najsłynniejsza powieść Paula Bowlesa, jednego z najwybitniejszych pisarzy amerykańskich XX wieku, jest historią niemal mistycznej wędrówki pary małżeńskiej przez Saharę, a jednocześnie metaforą ludzkiego losu. Mąż poszukuje natchnienia, żona – nadziei na ocalenie rozpadającego się małżeństwa.
Wspaniała książka o miłości i wyobcowaniu, o duchowym bankructwie, o ludziach pozbawionych korzeni, o „chorych na duszy”. Powieść, uważana za dzieło inspirujące ruch bitników, natychmiast po wydaniu stała się bestsellerem, a w 1990 roku została zekranizowana przez Bernarda Bertolucciego
.”

Jeśli mistrz Bertolucci podejmuje się reżyserii , obsadzając w rolach głównych Johna Malkovicha i Debrę Winger, musi z tego wyjść obraz doskonały.
Takim wydaje mi się ” Pod osłoną nieba”; film z roku 1990, laureat Nagrody Stowarzyszenia Krytyków Filmowych z Los Angeles
( 1990r.) i Złotego Globu za muzykę (Richard Horowitz i Ryuichi Sakamoto , 1991r.) i Nagrody Stowarzyszenia Nowojorskich Krytyków Filmowych w 1990 za zdjęcia (Vicctorio Stollaro ).
Te ostatnie urzekły mnie najbardziej. Fantastyczna gra światła na bezkresnych piaskach Sahary i bezmiar nieba, które wydaje się przytłaczać pustynny krajobraz.

Film , raczej statyczny, niełatwy w odbiorze. Obraz, który budzi skrajne emocje- dla niektórych zbyt rozwlekły, nudny, dla innych dzieło wybitne, które wdziera się głęboko w duszę. Ja należę stanowczo to drugiej grupy odbiorców.
Film ten obejrzałam stosunkowo niedawno, czyli dobre dziesięć lat po premierze. Przyznam, że jak rzadko który obraz, poruszył mnie. Pomimo tego, że jest to film ciężki, wręcz przygnębiający, uznaję go za jeden z najpiękniejszych, jakie dane było mi obejrzeć.
Czy dlatego, że wszystkie istotne problemy rozgrywają się w psychice bohaterów i w dodatku w milczeniu..?
Czy to też za sprawą uświadomienia sobie potęgi afrykańskiej przyrody, która choć piękna, w rzeczywistości , poprzez to, że nieujarzmiona jest tak groźna? Czy może dlatego, że widzimy, iż Natura pozostaje obojętna na próby ratowania gasnącej miłości dwojga ludzi, a Afryka okazuje się miejscem tak obcym kulturowo dla nas ( nietrudno utożsamić się z głównymi bohaterami) , jak bezwzględnym ..?

Piękny film; dzieło, które zafascynowało mnie.
Polecam!

MCDSHSK EC015

podoslonanieba1

8741El_cielo_protector_1991
shelteringsky1900x506

***
BerBerShelt161
***
Ciekawostki:
– w jednej z ostatnich scen pojawia się sam autor powieści Paul Bowles
-Film ten uważa się za część wielkiego tryptyku, do którego zalicza się także “Ostatniego cesarza” i “Małyego Budde
-Film kręcono w Ajt Bin Haddu, Tangerze i Warzazat (Maroko) oraz w Algierii i Nigrze

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/62885/pod-oslona-nieba
http://www.filmweb.pl/Pod.Oslona.Nieba/reviews

Moje kino- ballada o miłości

Przed nami Oscarowa Gala , noc pełna wzruszeń i różnych emocji. Pewnie wszyscy znają już nominacje i każdy ma swojego faworyta. Jednak nie o tegorocznych filmach nominowanych do Nagrody Akademii chcę dziś powiedzieć ; opowiem o pewnym obrazie, który zauroczył mnie kiedyś, który urzekł mnie od pierwszych chwil; o filmie sprzed dziesięciu lat, jednym z tych dzieł, które zapisują się w mej pamięci natychmiast i na zawsze.
Żelary” to film czeski, nominowany za rok 2003 do Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny.
Rywalizował między innymi z doskonałą “ Inwazją Barbarzyńców” , która wówczas ( 2004 r.) zdobyła Oscara.
https://kinomanowce.wordpress.com/2012/12/01/inwazja-barbarzyncow/

“Żelary” to film na motywach noweli pt. “Hanulka Jozy”, będącej kontynuacją żelarskiego cyklu Květy Legátovej.

Historia opowiedziana w ” Żelarach” , to rzecz z pozoru może banalna, wręcz oklepana.

Oto w czasie hitlerowskiej okupacji Czech ( początek lat czterdziestych XX wieku) młoda, atrakcyjna pielęgniarka Eliška, działaczka ruchu oporu, zmuszona jest opuścić Brno, by ukryć się w górach przed gestapo, które wpadło na trop podziemnej organizacji.
z internetu

Dzięki poznanemu w szpitalu drwalowi Jozowi, którego ocaliła ofiarowując mu swą krew, trafia wraz z nim do jego rodzimych Żelar- zagubionej gdzieś w zachodnich Karpatach , maleńkiej zapomnianej przez Boga i ludzi wioski.
z internetu<

Joza żeniąc się pośpiesznie z Elišką , zapewnia jej nową tożsamość. Eliška staje się Haną, Haną Jozovą.
31a2d96580b14a3461686adeadfe4592,21,1

Hana , początkowo niechętna ” mężowi z konieczności” , mężczyźnie przecież prawie całkiem jej obcemu , z każdym dniem czuje się mocniej z nim związana. Przekonuje się też powoli do jego świata; świata tak innego, niż ten, który dotychczas znała.
Świata, gdzie nikomu niepotrzebne ani prąd, ani bieżąca woda; gdzie przyroda ukazuje w pełni swe tak piękne, jak groźne oblicze.

z internetu

Białe-Karpaty z internetu

Eliška przystosowuje się do wcześniej zupełnie sobie nieznanego, prostego życia na wsi; zaczyna z biegiem dni je lubić.
z internetu

A jej początkowo wręcz wrogi stosunek do męża zamienia się w silne uczucie.
Pomiędzy Haną i Jozim rodzi się miłość.
z internetu

Czy ta miłość, miłość dwojga ludzi z całkiem innych światów, ma szansę? Czy przetrwa wojnę, która jest gdzieś w tle,
gdzieś hen daleko za górami Wreszcie: czy wojna do końca ominie ciche i nieznane cywizlizacji Żelary ?

Zachęcam serdecznie wszystkich do obejrzenia tego filmu.
Wzruszającego, pełnego emocji obrazu.
Wspomniałam, że ” Żelary” opowiadają z pozoru historię banalną, jedną jak nie z setek, to dziesiątek opisanych i/ lub sfilmowanych.
A jednak jest coś w tej opowieści, co czyni ją nieprzeciętną.
Wyśmienita reżyseria Ondřeja Trojana sprawiła, że ” Żelary” są filmem, gdzie wszystko zdaje się być naturalne, żywe; prawdziwe, jak każda z barwnych postaci, które tam spotykamy.
Nie jest to tylko film o miłości w czasie wojny; gdyby tak było, stałby się pewnie kolejnym ckliwym melodramatem dla chlipiącej w chusteczki rzeszy zwolenniczek gatunku. “Żelary” to obraz naturalistyczny i jednocześnie balladowo- poetycki.
“Żelary” to film , gdzie prawdziwe , nieskażone szczęście przeplata się z dramatami i tragediami ludzkimi; film, gdzie nie ma przerysowań, gdzie życie bohaterów ukazane jest dosłownie. Film, który opowiada o tym, jak powszechne cechy natury ludzkiej takie jak zawiść lub małostkowość, mogą spowodować lawinę wydarzeń o tragicznym finale.
Film o wielkiej miłości, która narodziła się niespodziewanie i wbrew samym bohaterom.
O życiu i miłości blisko Natury, czy właściwie życiu, którego rytm ustala Natura.
Ta natura , przepięknie pokazana w doskonałych zdjęciach Karpat Asena Sopova ( film kręcono na Słowacji) , stanowi również o nieprzeciętności i wielkości filmu.
z internetu
z internetu

W moim odczuciu to przede wszystkim film o pięknym, wrażliwym świecie ;
opowieść o wielkiej miłości i starej prawdzie, którą tu przekazuje Květa Legátová:
/zwykle/ nic nie jest naprawdę takie, jakie się nam wydaje

z internetu

***

Źródła:
http://www.krynica.pl/Warto-wiedzie%C4%87-c215.html
http://www.filmweb.pl/reviews/Pi%C4%99kno+ukryte+w+prostocie-4433

***
Květa Legátová – właściwie: Věra Hofmanová (ur. w 1919 w Podolí koło Brna) ,absolwentka bohemistyki, germanistyki, fizyki i matematyki na uniwersytecie w Brnie. Autorka wielu tekstów dramatycznych; Pisała i publikowała już w czasach studenckich ( …) “Żelary” są zbiorem samodzielnych, choć wzajemnie – na sposób powieściowy – powiązanych opowiadań, opublikowanych w 2001 r. przez 82-letnią autorkę, o której wcześniej mało kto słyszał. Książka ta przez dwa lata utrzymywała się w czołówce rankingu najlepszych publikacji, ogłaszanym przez czeski dziennik “Lidové noviny”, jej nakład przekroczył 60 tysięcy egzemplarzy, a w 2002 r. przyniosła pisarce nagrodę państwową.
http://wydawnictwodwiesiostry.pl/tytuly/zelary/zelary.html

Rozwód po włosku

image

W pięknym małym włoskim, a konkretnie sycylijskim miasteczku, pełnym znajomych i przyjaciół,

image

gdzie ogromną sensacją jest film “La Dolce vita”,

image

ze zrozumiałych względów budzący równy zachwyt młody i starych, kobiet imagei mężczyzn,

image

mocno zubożały i lekko skretyniały (no cóż,  odwieczny problem arystokratów: chów wsobny)

image

baron Cefalu (Marcello Mastroianni)

image

zakochuje się w dużo młodszej, przepięknej kuzynce Angeli (Stefania Sandrelli).

image

Ponieważ w latach sześćdziesiątych instytucja rozwodu we Włoszech nie istnieje, baron Fefe zaczyna marzyć o tym, że w jakiś sposób

image

image

korzystając z najnowszych zdobyczy techniki

image

i miniaturyzacji

image

uda mu się pozbyć dotychczasowej, ogniście włoskiej, lekko wąsatej małżonki.

image

Zakochany bez reszty, za to ze wzajemnością

image

wprowadza w życie misterny, dość pokrętny plan,

image

a mianowicie postanawia nakryć swoją upierdliwą i namolną erotycznie żonę

image

in flagranti z innym mężczyzną,

image

zastrzelić ją i… dostać łagodny wymiar kary, jaki na Sycylii zwykle otrzymywali zabójcy w afekcie wywołanym zdradą, bo taka była tradycja.

image

This slideshow requires JavaScript.

W rezultacie wychodzi trochę inaczej, niż baron planuje, ale wszystko kończy się dobrze – albo prawie dobrze…

Film jest kapitalny, polecam każdemu, kto go jeszcze nie widział. Jest w nim wszystko, perwersja (w wersji light), perfidia, performance i pergola. A przede wszystkim cudowny humor i wspaniały Mastroianni. Szkoda, że już się dziś takich filmów nie kręci…

reżyseria: Pietro Germi

muzyka: Carlo Rustichelli

czas trwania 108 min.

lineeyes2.gif

Harold Lloyd i Harold Junior

image

Harold Senior świeżo po operacji wyrostka robaczkowego, a Harold Junior nareszcie bezpieczny niebezpiecznych początkach życia.

Kiedy Harold Junior urodził się przedwcześnie w dniu 25 stycznia, ważył mniej niż trzy funty. Dzięki heroicznej walce udało się go utrzymać przy życiu.

Judy Garland (1922-1969)

imageWłaściwie  Frances Ethel Gumm – aktorka, piosenkarka, gwiazdą została po rola w Czarnoksiężniku z Krainy Oz (1919, Oskar). Początkowo rolę tę miała zagrać Shirley Tempie.

Judy Garland miała czysty, dźwięczny głos, bezbłędną dykcję oraz umiejętność dostosowania stylu wykonawczego do charakteru piosenki.

Poślubiła Vincente Minellego, reżysera swego najlepszego filmu z tego okresu (Spotkanie w St. Louis, 1944). Mieli córkę – Lizę Minnelli. Problemy osobiste spowodowały, że została zwolniona z MGM. Powróciła w 1954 roku, w roli w Narodzinach gwiazdy.

Jej inne filmy to: Love Finds Andy Hardy (1938), Babes in Arms (1939), For me and My Gal (1942), Girl Crazy (1943), The Harvey Girls (1946), Easter Parade (1945), The Pirate (1948), Summer Stock (1950).

“Once Upon A Time In America”

Peonia kiedyś powiedziała:

“Dzielę filmy na 4 kategorie: “obejrzane – do ponownego obejrzenia” – podkategorie A i B, “obejrzane – i starczy” – 2 podkategorie A i B, “nie obejrzane – do obejrzenia” i “nie obejrzane i dobrze”.(…)”
Ja dodam tylko od siebie jedna kategorię: filmy, w których zakochałam się na wieki ( czyt: podzbiór  obejrzane- do ponownego obejrzenia)
Jednym z nich jest “Once Upon A Time In America”( tytuł  przetłumaczony na j.polski : ” Dawno temu w Ameryce” )
Czasem przyglądam się różnym  psychozabawom w stylu” jaki film zabrałbyś/ zabrałabyś na bezludną wyspę? ”
Samo pytanie, choć z pozoru głupie, daje przecież nam jasno odpowiedź na pytanie co naprawdę lubimy, co jest dla dla cenne .
Dla mnie takim filmem bez wątpienia jest  ” Dawno temu w Ameryce” .
Obok mojego ukochanego ” Angielskiego Pacjenta” i ” Ojca chrzestnego” ( wszystkie części) oraz ” Wielkiego Błękitu” , to film, który jest dla mnie czymś ważnym, czymś pięknym, czymś, co od pierwszych chwil chwyciło za serce, czymś, o czym nie umiem zapomnieć.

Moi /złośliwi/  kumple pytali mnie zwykle ” czemu akurat ten film? Co ty masz wspólnego z gangsterami i tamtą epoką?”
Hmm i  Wy spytacie może : czemu? dlaczego akurat ten film?
Nigdy nie odpowiem na to pytanie, bo zwyczajnie nie potrafię. To tak, jakby ktoś spytał mnie, dlaczego nie cierpię lodów owocowych, a ubóstwiam waniliowe polane dużą ilością czekolady i advocata.
Może banalne skojarzenie, ale czasem ta polewa stanowi też o kształcie i wielkości filmu.
Muzyka Ennio Morricone jest dla mnie czymś tutaj doskonałym; cudownym uzupełnieniem całości.
Czasem oddaję się jej i wsłuchuję w każdy dźwięk:

A sam film;
od dawna sprzeczamy się w gronie przyjaciół czy ” Ojciec Chrzestny” czy ” Dawno temu w Ameryce”
Oba znakomite; ja jednak troszkę bardziej chylę się w stronę  tego drugiego.

” Once Upon A Time In America” .

1430203005_a04d1d721e_b

149493.1

3442.full

3437.full

149502.1

393734c2-3dee-466c-bf4d-acee65b6b80a_product

cb121941-6c8e-4269-96b3-682aa3639b99_product

aabf7e2bfeb7f7344f1ec2a6a3d416d3,21,1

3439.full

a5
***

Dances with Wolves

Podobno kinomani dzielą się na tych, dla których ” Tańczący z Wilkami” jest dziełem, wspaniałym, majestatycznym obrazem Wielkich Równin i Indian , piękną, wzruszającą opowieścią, a tych, którzy uważają, że film jest po prostu nudny.
Nudny ,ponieważ jest zbyt długi ( trwa trzy godziny) , monotonny, obraz Indian powierzchowny itd.

Ja należę stanowczo do pierwszej grupy odbiorów.
” Tańczący z Wilkami” , film z 1990r. jest zdobywcą siedmiu Oscarów :
(Najlepszy film Jim Wilson, Kevin Costner, Najlepszy reżyser Kevin Costner ,Najlepszy scenariusz adaptowany Michael Blake, Najlepsza muzyka oryginalna John Barry, Najlepsze zdjęcia Dean Semler, Najlepszy dźwięk Bill W. Benton, Gregory H. Watkins , Jeffrey Perkins, Russell Williams II i Najlepszy montaż Neil Travis ) oraz laureatem łącznie 39 nominacji i nagród filmowych
( w tym trzy Złote Globy) .

Film urzekł mnie od pierwszych scen, gdy
porucznik Unii John Dunbar (Kevin Costner) rusza do samobójczego ataku na pozycje konfederatów. Przypadkowo porywa za sobą oddział i wygrywa bitwę. W nagrodę dostaje możliwość wyboru placówki, w której chciałby służyć. Decyduje się na Fort Sedgewick, odległy posterunek w rejonie Wielkich Równin. Opuszczona fortyfikacja stoi na terenie należącym do Siuksów, którzy stale ją obserwują. W samotności doprowadza fort do stanu użyteczności, zaprzyjaźnia się z wilkiem, który wciąż przychodzi zaciekawiony obecnością człowieka, a następnie poznaje Indian.
Obserwujemy zetknięcie się i próby porozumienia dwóch cywilizacji ( Dunbar i Indianie) . Kiedy zaufanie staje się obustronne, Dunbar wkracza w nowe życie wraz z plemieniem Siuksów.
Nie jest moim zamierzeniem streszczenie filmu; wspomnę tylko, ze jest to jeden z najpiękniejszych obrazów filmowych, jakie widziałam i który mogę z całego serca polecić.

dances-with-wolves

dances-with-wolves-12

308553.1

308544.1

308547.1

Dances-With-Wolves-mv05

37784_2

danceswithwolves1

308555.1

“Tańczący z Wilkami” to film, który przedstawia wartości uniwersalne.
Proste prawdy o życiu. I wielką siłę oraz odwagę człowieka, który chce zgodnie z nimi żyć.

Dances with the wolves

 

Źródła:  http://www.filmweb.pl/film/Ta%C5%84cz%C4%85cy+z+wilkami-1990-1257

Hobbit bez odlotów

Przyznam się wam – dostałam od Mikołaja bilet do kina. Na Hobbita. Bo Mikołaj widzi we mnie dziecko. I dobrze, cudownie jest zanurzyć się znów w fotelu kinowym. Bo ostatnio rzadko tam bywam – moja druga połowa zżyma się na nadmierne nagłośnienie. Tym razem jednak nie miała nic do gadania i poszliśmy.

I wiecie co? Jest dobrze! A największym plusem tego filmu jest ZUPEŁNIE inny Hobbit. Hobbit ludzki, normalny, nie wywracający oczami, bez kretyńskich odlotów, które powodują, że oglądając “Władcę pierścieni”, gdy tylko pojawia się “Frodo w stadium odlotowym” to od razu naciskamy klawisz FF i siuuuuup, wyprzedzamy biedaka, niech się “pęzi” samotnie, a my idziemy dalej.

Jak na razie Bilbo jest bardziej w naszym stylu. Film nie ma takiego zadęcia, jak jego poprzednik, kilka scen przedobrzono (koszmarna walka Górskich Olbrzymów i scena tułaczki Bilbo i krasnoludów po królestwie goblinów, gdzie skala nieprawdopodobieństwa rozpierduchy przekracza nawet wyczyny Jamesa Bonda w Wenecji), ale w sumie ogląda się to jako ładnie zrobioną bajkę przygodową, która zostawia człowieka (nawet taka starą babę jak ja) z niedosytem i ciekawością, jak to wszystko się potoczy dalej. A wiec w sumie do polecenia wszystkim, którzy w ogóle takie bajdy lubią.

Sandra Ravel (1933)

image

. .. Bratanica papieża Piusa XI, Sandra Ratti, poświęciła się karierze filmowej. Przed rozpoczęciem kariery filmowej zwróciła się ona do papieża jako do głowy rodziny Rattich o pozwolenie. Jego Świątobliwość odniósł się życzliwie do poczynań bratanicy, pod warunkiem, że będzie występowała pod przybranym nazwiskiem.
W filmie znana jest jako Sandra Ravel.

” Doktor Żywago”

julie christie

Na podstawie słynnej powieści Borysa Pasternaka (literacka Nagroda Nobla  1958 rok ) , w 1965 r. powstał  jeden z najpiękniejszych filmów, jakie , będąc w bardzo młodym wieku, miałam okazje obejrzeć.
Reżyserii podjął się David Lean, scenariusz napisał Robert Bolt.
To jeden z ulubionych filmów mej Mamy; trudno w związku z tym, było mi go nie poznać. Tyle słyszałam o urodzie Julie Christie i uroku Omara Sharifa ,że z tym większym zainteresowaniem czekałam na projekcję.
 Film urzekł mnie i do dziś, choć są kolejne ekranizacje( w 2002r. kolejna  telewizyjna,  amerykańska ze śliczną Keirą Knightley , potem rosyjska z 2006r,) , według mnie żadna z tych dwóch nie dorównuje kinowemu oryginałowi.

*

Piękna Julie Christie i Omar Sharif w ” Doktorze Żywago”

pic_5412_1345976579

Dr._Zhivago_

MV5BMTMwNzQzOTQyNF5BMl5BanBnXkFtZTcwNTUzNzMzMw@@._V1._SX640_SY662_
      Julie Christie

80324500a7b1

Julie_Christie_in_Doctor_Zhivago
*
Z ciekawostek:

  • Omar Sharif ubiegał się o rolę Pawła Antipowa. Aktor był niezmiernie zdziwiony, kiedy David Lean zaproponował mu rolę tytułową
  • Producent Carlo Ponti wykupił prawa do ekranizacji, aby jego żona Sophia Loren mogła zagrać Larę. Reżyser David Lean nie obsadził jej jednak w głównej roli tłumacząc, że jest za wysoka.
  • Początkowo David Lean chciał, aby rolę Tonii zagrała Audrey Hepburn.

Dla mnie ” Doktor Żywago” z 1965r. ,to jeden z filmów, których nigdy nie zapomnę.
zhivago6_0

————————

Przepraszam, czy tu biją?

image

Będzie o filmie, o judo, o mnie i o pewnym filozofie.

Byłam judoczką. A moim trenerem był Stanisław Tokarski, legenda polskiego judo i … polskiego kaskaderstwa. “Przepraszam czy tu biją” był pierwszym polskim kryminałem nakręconym w konwencji “mocnego” kryminału, z pokazami kaskaderów, udziałem naturszczyków (bokserzy Szczepański i Kulej, którzy grali milicjantów), mięsistymi scenkami z dyskoteki i dość skomplikowaną intrygą. To tam Himilsbach, paradując w skórze białego niedźwiedzia, mówi z podziwem i wyraźną zazdrością o wielbłądzie: “Panie, a taki wielbłąd, ten to potrafi wypić”.

Staszek Tokarski i jego “stajnia” (zgadnijcie która to ja…)
Staszek Tokarski and his “judo stable” (take guess  which one is me…)

A w tym wszystkim brał udział Staszek, w dwóch rolach, aktora naturszczyka (trener judo) i kaskadera, który wykonywał skok z chluby polskiej architektury gierkowskiej, a mianowicie domu handlowego Sezam. Skok był spektakularny i szeroko dyskutowany, Staszek był bowiem świetnym kaskaderem i wykształcił wielu znakomitych kaskaderów i judoków. Był też ostatnim chyba z polskich trenerów judo, dla których filozofia judo była równie ważna jak sama walka. Jest bowiem specjalistą w dziedzinie filozofii Wschodu, a na sztukach walki zna się jak nikt inny w Polsce. Takie jest moje zdanie i ja je zdecydowanie popieram.

Ja tylko przemknęłam przez jego “stajnię”, bo na pierwszych zawodach złapałam kontuzję, która zniechęciła mnie do dalszych wysiłków. Ale czas ten, podobnie jak obóz sportowy w Kozienicach (zdjęcie) wspominam z nostalgią.

O innych filmach piszemy (Angie i ja) na blogu KINOMANOWCE.

VICKY CRISTINA BARCELONA

No i stało się. Ten zatwardziały intelektualista Allen w końcu kupił sobie czerwone Ferrari i zaparkował nim w samym środeczku Central Parku. A już się wydawało, że nic go nie ruszy, że nie da się skusić cywilizacji obrazkowej i będzie nas katował swym abstrakcyjnym dowcipem aż do ostatniej kropli krwi.

Tymczasem Vicky Cristina Barcelona to zwykła opowiastka, pozbawiona dowcipu, żywiąca się stereotypami i – co tu dużo mówić – kiepska. A na pewno niegodna Woody Allena. Typowy wyskok faceta przechodzącego klimakterium. Długo bronił się przed tym fizjologicznym bądź co bądź procesem, mając za oręż swój intelekt i niebywałe wręcz poczucie humoru. I tu taki ZONK, głupawa historyjka o tym, że tak naprawdę to każdy może z każdym i nic z tego nie wynika, bo i tak każdy pozostaje sobą, jako że siła sprawcza seksu wcale nie jest taka wielka i w gruncie rzeczy liczy się to, co komu siedzi w głowie. Banał? A jakże, do tego zmierzam.

Woody Allen nakręcił film o seksie tak, jak Eskimos (czyli Inuita) nakręciłby film o śniegu. Seks można uprawiać z jedną kobietą, z dwoma, z mężczyzną, z narzeczoną innego mężczyzny, żoną, wariatką, facetem takim i innym, w krzakach, w ciemni, na podłodze, a nawet w łóżku, ale to już tylko mój domysł.

A śnieg jest biały, bielszy, niebieski, niebieskawy, skrzący, grudkowaty, miękki, skrzypiący, śliski, nie śliski… No cóż, nie jestem Eskimoską. To podobno oni znają kilkadziesiąt różnych określeń śniegu.

Z opowiastki Allena nie wynika nic – owszem, jest tam trochę ładnych widoczków, ciekawych scen z Barcelony, ładna muzyka, a Sagrada Familia służy za wygodną wymówkę i leitmotiv. Ale te koszmarne stereotypy, którymi podpiera się scenariusz już są zupełnie nie do strawienia. Hiszpanka jest ognista, więc musi się rzucać na kochanka z nożem i strzelać do wszystkiego, co sie rusza w takt innego flamenco niż jej własne, Hiszpan jest jurny, więc przeleciawszy wszystkie barcelonki szuka Amerykanek, najlepiej dwóch na raz, a Amerykanki są bogate i głupie, każda na swój własny, zupełnie wyjątkowy sposób, do tego jedna jest blondynką, a druga nie, żeby zachować parytet i poprawność polityczną. Narzeczony musi być frajerem, który nic nie widzi i nie rozumie, przyjaciółka niewątpliwie powinna być paplą i idiotką, a mąż przyjaciółki jest grubym nudziarzem, przynajmniej tak twierdzi ona sama. A w ogóle chodzi o to, by nie było “po bożemu”…

Szczerze mówiąc, to nawet za czerwone Ferrari ten film robić nie może. Jakąś tandetną Corvette może, ale kto w Ameryce szpanuje Corvette? Tylko ubodzy duchem…